Ojciec i Dziecko odnajdują się zawsze za pomocą słowa "moje"

MONIKA

Płakałam dzisiaj rano. Wiem, że ojciec mój także jest smutny.
Ja bardzo ten smutek odczuwam. Dlaczego musi tak być?
Płakałam, byłam bezradna. Czyż mogę zawsze chcieć
tego samego, co on, gdy po prostu chcę tego, czego chcę?

ADAM

Moje dziecko, ukochane dziecko. Nie mogę oszczędzić ci łez.
Czasem nawet muszę czekać na nie. Potem je ocieram
i mówię "nie płacz". Co pozostaje - to czekanie na nową dojrzałość,
na nową jedność woli, na wspólny rytm...
Nie podejrzewam cię nigdy, pamiętaj - lecz sprawdzam w sobie wciąż.

Trzeba chcieć razem. - Nie można wymykać się chceniem,
bo wtedy uczucie myli... i słowo "moje" zostaje w jakiejś próżni
i przez to boli... najboleśniejsza bowiem jest próżnia miłości:
gdy się kocha, wówczas przez wolę twoją i moją przebiega jakby prąd,
który jest wspólny. I stąd rodzi się pewność, a wolność na nowo
poczyna się z tej pewności. I to jest właśnie miłość. Wówczas bez lęku myślę
"moje"...

MONIKA

Wiele razy ojciec powtarzał (jesień była pełna dziwnych napięć):
"Jesteś związana ze mną za bardzo od zewnątrz,
za mało jest więzi wewnętrznej - ach, dziecko, wiem to dobrze -
za mało żyjesz we mnie, choć jesteś tak bardzo blisko".
Mówiłam wtedy: "Czyż nie jest prawdą, że wzięłam z ciebie
tak wiele? Czy można więcej wziąć?".

Były to jednak dni ciężkie. Czy ja nie pojęłam ciebie,
czy też ty nie umiałeś mnie znaleźć?
Rozstrzygnęłam: to ja jestem winna.
Przecież tobie, mój ojcze, wolno mnie szukać
naprzód w sobie, a później dopiero we mnie.
Więc mówiłam: to moja wina, to tylko moja wina.
(Były grudniowe dni, które zawsze tak rychło się kończą,
przechodząc w wieczór prawie że bez zmierzchu) -
jakbyś chciał mówić "to nasza wina, to nasza" - "to tylko moja"!
Czy odtąd już będę żyć w tobie?
Zdaje mi się, że jesteś stanowczy i żądasz gruntownych zmian.
Czasem tak jakbyś mówił: "chyba się w tobie spóźniłem"... ja zaś wiem,
że to ja się spóźniłam. Tak, to ja się spóźniam z pewnością.
Ty jesteś jednak cierpliwy...

ADAM

Gdy zstąpimy od słowa do woli, czymże okaże się słowo?...
Jest treść nieodwracalna w tym zwięzłym słowie "moje".
Czuję: nie można się cofnąć, można tylko znajdować
lub cierpieć.
Był taki moment jak błysk,
kiedy chciałam z siebie jakby wyszarpnąć tę treść "ojciec".
To był moment. Wiedziałam, że wrócisz. Ja sam utoruję ci drogę.
Wrócisz i we mnie odnajdziesz to wszystko, czego pragnęłaś,
a czego czasami się lękasz... Czyż nie prawda, że w słowie "ojciec"
mieści się także lęk?
Nie będę nigdy samym uciszeniem, ale też burzą.
I słodyczą samą nie będę - domieszam gorycz.
A choć staram się być przejrzysty, będę także zagadką.
I nie zawsze będziesz odpoczywać - czasem przeze mnie się zmęczysz,
moje dziecko...
Czy jestem w tobie naprawdę?
Czy mój świat jest także twoim światem?
Czy też tylko po wierzchu się cieszysz uczuciem -
cieszysz się, że przepływa przez twoje serce łagodna, ciepła fala,
a nawet nie myślisz o tym,
że trzeba wyłowić z tej fali cały wewnętrzny świat,
ten świat, który ja nazywam "moim".
Płaszczyzny uczucia mogą przecież przesunąć się obok siebie,
zahaczając o całych ludzi, pozostawić ich poza sobą.

...bywają więc takie godziny, takie noce bezsenne,
w ciągu których zmagam się z poczuciem,
że ty tworzysz się jednak poza mną, że cię nie rodzę...
z nie-urodzenia dziecka!
...bywają takie godziny. Przebacz mi je!
Może one też służą miłości.
I nie myśl ani przez chwilę, bym chciał tylko siebie w tobie.
Ja tak bardzo, tak bardzo chcę ciebie.
Lecz znajdź zawsze tę formułę tajemną,
przez którą ja będę w tobie,
a ty we mnie!

MONIKA

Czyż to nie są same godziny, te same noce bezsenne,
podczas których ja również płaczę - mam oczy pełne łez?
Dlaczego się czasem wydajesz taki daleki, choć jesteś najbliższy?
Rozumiem, że nie możesz mnie chcieć poza prawdą swego istnienia -
rozumiem to coraz lepiej.

ADAM

Powoli się uczę przez ciebie, co to znaczy być ojcem:
to wiązanie świata najmocniejsze... wspólnie przeto kształtujmy ów świat!
Ileż tutaj potrzeba precyzji, ileż wyczuć, ile subtelności!
Ale skądinąd: draśnięcie ciche, drobne ranki, które bolą długo,
potem znów wielkie gojenie, potem leczenie łagodne -
wyrozumiałość, i znowu stanowczość, która gwałtownością się zdaje...
lecz strasznie trudno jest ojcu stracić, przekreślić, odrzucić i odciąć -
(ach, jakaż w tym nadzieja, jaka ufność zaczyna się stąd!)
Strasznie trudno jest ojcu stracić, odepchnąć poza pole miłości!
Ojcostwo mnie wiąże nie tylko z dzieckiem -
ono wiąże mnie także we mnie: w sobie samym jestem związany.
I strasznie trudno jest stracić siebie w sobie. To niemożliwe.
Stracić wiarę we własne ojcostwo (pomyśl, dziecko) -
wówczas tylko możliwy jest ból,
lecz nie mogę już przestać być sobą razem z tym, 
co mnie wiąże od wewnątrz,
co jest moim ciężarem i szczęściem - bo się stało także jakoś mną.

MONIKA

Ojcze, ojcze, jestem! Wróciliśmy z gór. Było pięknie.
Namioty schły w słońcu
Żywica się sączy po korach, trawy wysokie, środkiem biegnie ścieżyna,
ledwo, ledwo przedeptana w trawie. Więc człowiek może się zaszyć
i dumać. Odkrywać głębie istot cudzych i własnej -
odkrywać, dosięgać. Dosięgać tym, co jest we mnie, tego - co w Tobie.

Jestem, jestem! Proszę cię, przebacz. Zawsze chcę być.
Nie wolno ci o tym wątpić. Ja tylko czasem nie umiem.
Czyż nie chcę?... Kiedy nie umiem, czyż nie chcę?
No, nie myśl tak! Nigdy tak nie myśl!

Ścieżynka wśród traw wysokich ledwo, ledwo przedeptana...
twoje dziecko jest tu. Widzisz, żmiję ominie złośliwą.
Jest przytomne. Czuje twój świat. Nie wychyla go tylko do dna.
Czyż to nie dobrze, mój ojcze? W tobie zawsze musi być więcej,
w tobie zawsze musi być ponadto...

Potem sosny - piramidy cienia. Potem niskie krzewy pełne jagód
i potok.
Wejdę w wodę: po mostki, po kolana, po biodra -
czuję jej chłód (z kamieniami się stykam podwodnie),
czuję jej chłód - a równocześnie,
ach, ojcze!
Czuję, czuję na nowo me ciało
i moją duszę!
Przecież wtedy wziąłeś mnie za rękę
i prowadziłeś.
Już tego nie sposób przesunąć w tobie i we mnie.
Ja wiem. I ty wiesz także. A reszta się stanie.