Ojciec i Dziecko ogarniają się wzajemnie za pośrednictwem słowa "moje"
ADAM
...moje dziecko. Gdy po raz pierwszy zdecydowałem się tak pomyśleć,
przez to samo przyjąłem w siebie znaczenie słowa "moje".
Co się stało?... Stała się rzecz
zupełnie prosta, a zarazem jakaś odwieczna.
Jest ciężar gatunkowy słów,
słów nawet najmniejszych... Takim słowem jest słowo "moje" -
tym słowem przyjmuję na własność, lecz zarazem oddaję siebie
...MOJE DZIECKO! Moje dziecko! - "moje" to znaczy "własne".MONIKA
Nie wiem, jak to się stało, lecz myślę, że to słowo wypływa na fali serca.
Fala serca zalewa nas często, bywają przypływy, odpływy -
ja czuję, gdy wspina się fala, a potem znów, jak opada.
Lękałam się czasem nawet, że mnie przewróci, teraz jednakże
już się nie lękam, już jestem z nią zżyta. Choć ciszę lubię najbardziej -
tak jest wtedy, gdy ogromna fala stoi spokojnie w brzegach
całego mojego istnienia, a fala drzemie w jej głębi.
Lepiej, gdy fala drzemie, a ja tylko wiem, że jest -
bo gdy ruszy, wówczas znów się czuję jak trzcina albo sitowie,
i nie czuję tak mocno brzegów całego mojego istnienia.
Brzegi wówczas się oddalają.
Pękają też jakieś granice i przelewają się we mnie
istnienia obce - także niepewne swych granic.
Marzę o wielkiej ciszy - aby nawet te obce istnienia
wypływały na fali serca jakby me własne.
Marzę o wielkiej ciszy - by nic nie zakłócało
odczucia tego wszystkiego, co zawiera się w słowie "mój".ADAM
Słowo "moje" - maleńkie, proste słowo. Jakże długo musiałem stać
na jego progu Jakże długo się wpatrywałem w nie poprzez całą logikę
istnienia... To słowo ma sens odwieczny...
Czy wiesz, że nam nie wolno przyjmować tylko tego,
co wypływa na fali serca, dopokąd nie weźmiemy odpowiedzialności
za prawdę tego słowa: potocznego, prostego słowa, jakim jest słowo "moje"?
Do serca nam wolno powracać, gdy już zdołamy się uporać
z logiką słów. Iluż nas lęka się oto, że wówczas już nie odnajdziemy
tego ciepłego prądu, który niesie z sobą fala serca?Nie postępuj nigdy jak ślepiec, który tylko dotyka przedmiotów
nie rozwijając widzenia każdego z nich. Życie wtedy będzie ubogie.
A przecież ja nie chcę umniejszyć - bo ty jesteś dzieckiem serca -
nie chcę umniejszyć w niczym tego, w czym leży twój skarb.
Drżę na samą myśl, że mógłbym coś w tobie zepsuć
albo podkopać...
Ale nie chcę, by jakoś na oślep rozwijało się to, co wypływa
na fali serca, prowadząc gdzieś w ślepe zaułki.
Moje dziecko, trzeba naprzód prześwietlić każde uczucie,
by nie czuć w mroku, a potem czuć na nowo - już w świetle -
trzeba prześwietlić je myślą.
(Przetwarzam to delikatne wnętrze,
w którym coraz swobodniej przebywam,
mieszkam jak gdyby u siebie. Ileż ona otwarła mi drzwi -
i gdyby jeszcze wiedziała o jakiejś furtce ukrytej,
która dotąd jest dla mnie zamknięta,
próbowałaby zaraz otworzyć.. a przecież nie jest z tych,
co otwierają się łatwo...)MONIKA
Kiedy myślę o tobie "mój", nie za sobą idę, lecz za tobą
a równocześnie jakoś idę w siebie, ażeby ciebie tam znaleźć.
Gdy znajduję, znajduję z radością - a jeśli nie znajduję,
to czuję ból, i dlatego czasem w skrytości płaczę...
Cóż w tym jest? Czy chcę ciebie zabrać i mieć na własność?
- no pewnie. Ale to nie tak... to nawet chyba
byłoby wręcz niemożliwe... chcę tylko stale tak w ciebie przechodzić,
abyś mógł mnie znajdować w sercu - i abyś wtedy
mógł o mnie myśleć "moje"... jak się myśli o dziecku rodzonym.ADAM
Rodzimy się także przez wybór - rodzimy się wówczas od wewnątrz,
i nie rodzimy się naraz, lecz jakby cząstka po cząstce...
Nie tyle się wówczas rodzimy, ile stajemy.
Lecz w każdej chwili możemy się nie stać, możemy się nie urodzić.
To od nas zależy. I dlatego - cząstka po cząstce - ja szukam pokrycia
dla słowa "moje". Czy ty także szukasz, dziecko?
Rodzenie zaczyna się od jedności i do jedności dąży. W tym jest miłość.
Gdy poczęłaś się z twojej matki - i ona cię miała urodzić,
musiałaś wniknąć głęboko do wnętrza jej ciała, aby się potem
z niego wyrwać pierwszym porywem samodzielnego życia...
Jeśli masz się urodzić z ojca, musisz naprzód wniknąć
w głębię jego woli... To jest rodzenie przez wybór.
A wybrać - znaczy przyjąć to, co stanowi mój świat,
co jest we mnie i co jest ze mnie... Czy potrafisz to przyjąć?
- bo ja już cię noszę pod sercem i wiem, że cię muszę urodzić,
bo nie mogę o tobie myśleć inaczej jak tylko "moje".MONIKA
O, nie martw się urodzeniem... wiem przecie, że rodzi kobieta.
Nie lękaj się tego, co mówię: TY MNIE RODZISZ o ileż inaczej!
Przecież stale chcesz mnie tak rodzić - wprowadzać mnie w to, co jest,
a czego jeszcze wciąż nie ma - (a jeśli już jakoś jest,
to dzięki tobie). Choć urodzona kiedyś,
wielokrotnie nie-urodzona, wielokrotnie pragnę się urodzić.ADAM
Wiesz, co myślałem dawniej? - "biedne dziecko, straciło ojca -
ja mogę dla niej oznaczać tę Wielką Treść"... chciałem tylko oznaczać ojca.
Nie chciałem znajdować siebie w tobie. Lecz teraz się stało, że chcę.
Teraz muszę siebie w tobie znajdować, jeśli ciebie mam w sobie znaleźć.
Czy rozumiesz, że w takim razie już nie jesteś całkiem
wolna?
Miłość bowiem nie pozostawia swobody chcenia
i temu, kto miłuje, i temu, kogo miłuje -
a jednocześnie miłość jest wyzwoleniem z wolności, wolność bowiem
sama dla siebie byłaby straszna.
Kiedy więc staję się ojcem, wówczas jestem zniewolony miłością.
I ty, kiedy stajesz się dzieckiem, jesteś także zniewolona miłością.
Równocześnie jestem przez miłość wyzwolony z wolności
i ty także.
Jestem wreszcie wyzwolony z samotności, której nie chcę zamienić na miłość.
Dziecko, dziecko - kiedy staję się ojcem, wówczas muszę chcieć,
aby stała się moją ta przedziwna istota,
ta subtelna i lękliwa zarazem,
ta śmiała i zarazem beztroska,
ta pogodna i zarazem smutna,
odporna i zarazem niezmiernie wrażliwa -
wtedy muszę chcieć, aby była moją ta istota przedziwna,
którą ty jesteś.
Muszę chcieć, aby się ze mnie rodziła i ze mnie wciąż rosła,
aby się nie rodziła poza mną i nie rosła poza mną -
muszę chcieć i muszę drżeć o to.
Muszę także drżeć o to, aby wciąż rodząc się ze mnie,
ani na chwilę nie przestawała być sobą.
Muszę więc wciąż rozszczepiać i wciąż rozdzielać pomiędzy sobą a nią,
posiadając równocześnie siebie w niej, a ją w sobie.Jeśli zaś muszę drżeć, to znaczy, że miłość przez długi czas
spotyka się z lękiem.
Miłość jest stale wyborem i stale się rodzi z wyboru.
(Oto jest tajemnica słowa "moje".)
Jeśli miłuję, muszę stale wybierać ciebie w sobie,
muszę więc stale rodzić ciebie i stale się rodzić w tobie.
Rodząc w ten sposób przez nieustanny wybór - rodzimy miłość.
(Oto jest tajemnica prostego słowa "moje".)Widzisz więc, że i ty nie możesz być wolna - nie tylko ja.
I wyzwolona przez miłość z wolności musisz być także ty - nie tylko ja.
Nie ma bowiem rodzenia bez wszystkiego, co zawiera się w słowie "moje".
I choć bardzo bym wówczas pragnął zatrzymać się na krawędzi,
miłość mnie wciągnie...Czy to rozumiesz?